Właśnie wróciliśmy z zimowego wyjazdu w Alpy. Poniedziałek – każdy do swoich zajęć i obowiązków, Henio do przedszkola. Piątek – już kaszle, wieczorem wraca rozbity, na wieczór gorączka. Klasyka, tak mamy od września. Niekończący się kaszel i glut, jedna infekcja przechodzi w drugą, wszyscy już się przyzwyczaili.

20:00 – jest 38,7, podaję Nurofen, Henio idzie spać.
4:00 nad ranem  – pobudka, rozpalony, kolejna dawka, nie może zasnąć, ale w końcu pada.
9:00 – budzi się gorący, prawie 39 stopni, chociaż cholera wie ile dokładnie, bo termometr bezdotykowy za każdym razem pokazuje inaczej. Podajemy lek, jemy śniadanie, odwołujemy nianię i wieczorne spotkanie ze znajomymi. Chłopaki czytają książki, ja zastanawiam się chwilę gdzie posiałam termometr elektroniczny, bo wkurza mnie to, że tamten ciągle wariuje. Ale nie szukam go jakoś specjalnie, siadam przy nich z nową porcją bajek. Rozmawiamy, wszystko normalnie i wtedy się zaczyna… 15 najdłuższych minut w naszym życiu.

Henio skulony, cały zaczyna się trząść rytmicznie, zaciśnięte zęby, z ust sączy się ślina, oczy wywrócone do góry, jego twarz w ekspresowym tempie sinieje, zero kontaktu. Wygląda jakby się dusił! Co z językiem? Wpadamy w panikę, próbujemy rozchylić szczękę żeby go sobie nie przygryzł. Piotruś wkłada mu palec między zęby, bo chyba obydwoje pamiętamy z zajęć szkolnych, że przy takim napadzie trzeba coś włożyć.  Słyszę jego rozpaczliwe wołanie: „Henio, Henio, Henio!”, swoich krzyków nie słyszę. „Dzwoń na pogotowie!”, łapię telefon, po drodze pytam o numer, bo nie wiem co wykręcić. W międzyczasie wpadam na pomysł, by zabrać go do sąsiadki, która jest z wykształcenia ratownikiem medycznym i na pewno będzie wiedzieć co robić. „Do Marty, na dół” – krzyczę. Biegniemy na klatę i wtedy przypomina mi się, że Marta jest w Tajlandii. Do telefonu rozpaczliwie bełkoczę nasz adres dyspozytorowi pogotowia, ledwo go słyszę, wszystko jak przez mgłę, jak w filmie. Nagle pojawia się sąsiad, który wyszedł bo usłyszał krzyki. Wnoszą go z powrotem do mieszkania we dwóch, Henio chyba dalej nie oddycha. Dyspozytor mówi, że to drgawki gorączkowe, że na bok, zabezpieczyć głowę i że zespół jest w drodze. Wreszcie Henio zaczyna oddychać, wraca naturalny kolor skóry, otwieramy okno żeby było chłodniej, oddycha, uff. Trzymamy go cały czas, powtarzamy jego imię, dalej jest nieprzytomny. Trochę mi ulżyło, ale po chwili uświadamiam sobie, że przecież nie wiemy co się dzieje w tym czasie, kiedy on wciąż jest nieobecny. Mówimy do niego jeszcze więcej i głośniej, powieki drgają od czasu do czasu, na moment otworzył oczy, ale dalej nie kontaktuje. Spoglądam na zegarek, minęło 9 minut od kiedy wybrałam numer na pogotowie. Cała wieczność, a nie zanosi się na to żeby ktoś miał się zaraz zjawić. Po kilku minutach słyszę sygnał karetki, wreszcie, są już na dole. Jeszcze chwila i ktoś nam pomoże.

Wchodzi trzech ratowników. „Na plecy go!” I wtedy Henio zaczyna płakać. Wrócił! Od razu wkłuwają się z wenflonem, podają coś, do dziś nie wiem co. O coś pytają wcześniej, chyba o podane leki i nie wiem co jeszcze, nie pamiętam. Henio ma dreszcze i płacze, badają go, wszystko z grubsza ok, nie pamiętam co mówią. Biegam po domu w poszukiwaniu książeczki zdrowia, której ostatecznie nie znajduję. W pośpiechu pakujemy torbę do szpitala, on przytomny, wygląda całkiem normalnie. Dalej rozpalony, ale w porównaniu do tego co działo się przed chwilą, wszystko wydaje się o niebo lepiej.

Po około 20 minutach Piotruś wynosi go do karetki, wszyscy wychodzą, zostaję z Basią, siadam na kanapie i nie wierzę w to, co się wydarzyło.

Co się stało?

Henio dostał drgawek gorączkowych z powodu nagle wzrastającej temperatury ciała na początku nowej infekcji, konkretnie grypy.

Jeśli masz małe dzieci i nie wiesz czym są drgawki gorączkowe to przeczytaj poniższe informacje. Oby nigdy ta wiedza Ci się nie przydała! Ale jeżeli drgawki przytrafią się Twojemu dziecku, być może chociaż trochę pomoże Ci to w zachowaniu przytomności umysłu i będziesz wiedział co robić!

Drgawki gorączkowe to odpowiedź niedojrzałego układu nerwowego dziecka na nagły skok temperatury ciała. Pojawiają się zwykle, gdy temperatura podnosi się powyżej 39 stopni Celsjusza, w początkowej fazie choroby, kiedy leczenie nie zostało jeszcze podjęte. Mogą towarzyszyć zapaleniu oskrzeli, płuc, ucha, infekcjom wirusowym itp.

Występują u dzieci pomiędzy 6 miesiącem a 5/6 rokiem życia.

Dotyczą 3-5 % wszystkich dzieci.

Drgawki dzielimy na proste i złożone.

Drgawki gorączkowe proste:

– są bardziej powszechne
– obejmują całe ciało
– trwają krótko (do kilku minut)
– nie pojawiają się ponownie w ciągu tej samej infekcji

Objawy:
– drgawki całego ciała
+ opcjonalnie
– ślinotok / wymioty
– szczękościsk
– fiksacja gałek ocznych
– zasinienie organizmu
– zaburzenia oddychania
– oddanie moczu i stolca
– utrata przytomności

Drgawki gorączkowe złożone:

– występują rzadziej
– trwają dłużej (do 15 minut)
– są zogniskowane – obejmują tylko poszczególne partie ciała
– mogą pojawić się kilkukrotnie w trakcie tej samej infekcji
– wymagają dogłębnej diagnostyki – ich występowanie wiąże się z podwyższonym ryzykiem wystąpienia epilepsji

U Henia wystąpiły drgawki gorączkowe proste. Drgawki nie zagrażają życiu, ale wyglądają dość makabrycznie i dla rodzica, który nie ma pojęcia o ich istnieniu mogą być totalnym szokiem.

Jak postępować podczas ataku drgawek?

– ułóż dziecko na boku, na miękkim podłożu, tak żeby zabezpieczyć jego głowę
– ułóż głowę na tym samym poziomie co tułów
– usuń z ust dziecka pokarm albo smoczek
– usuń z otoczenia niebezpieczne przedmioty
– wezwij pogotowie
– ochładzaj ciało dziecka zimnymi kompresami
– nie podawaj nic do picia
– nie powstrzymuj drgawek poprzez unieruchomienie dziecka
– nie kąp dziecka w wodzie, żeby nie narazić go na zachłyśnięcie wodą lub utopienie

Jak zapobiegać drgawkom gorączkowym?

Profilaktyka nie daje 100% pewności, że uda się uniknąć drgawek gorączkowych, ale można zminimalizować ryzyko ich pojawienia się.

W momencie wystąpienia wysokiej gorączki:

– obniżaj gorączkę preparatami przeciwgorączkowymi
– schładzaj ciało dziecka okładami

Na codzień natomiast należy wzmacniać odporność dziecka, unikać kontaktów z osobami chorymi, nie przegrzewać i szczepić zgodnie z kalendarzem szczepień żeby uniknąć chorób zakaźnych cechujących się wysoką gorączką.

Opisuję tutaj całe zdarzenie, bo sama dwa lata przed tym atakiem, podczas jednej z infekcji Henia, trafiłam na wpis o drgawkach gorączkowych. Dokładnie wszystko przestudiowałam i świadoma zagrożeń, wstawałam w nocy co godzinę żeby mierzyć mu temperaturę i nie dopuścić do jej nagłego wzrostu. Wtedy i jeszcze przez długi czas później nie doświadczyliśmy drgawek. Pojawiły się one w momencie, w którym prawie o nich zapomniałam. Chciałabym żeby nasza historia sprawiła, że ktoś inny nie będzie musiał oglądać swojego dziecka w takim stanie, a jeśli już się to zdarzy to będzie miał świadomość, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo i udzieli mu odpowiedniej pomocy.