Podróże zawsze były dla nas bardzo ważne. Zanim pojawiły się dzieci, jeszcze we dwójkę, całkiem sporo jeździliśmy i przyznam, że decyzję o dziecku odkładaliśmy m.in. dlatego, że mieliśmy poczucie, że jeszcze tak wiele chcielibyśmy zrobić, tak dużo zobaczyć, pojechać na jeszcze jedną dalszą wyprawę. Bo przecież z dziećmi to nie za bardzo, pewnie trzeba będzie poczekać kilka lat zanim ruszymy gdzieś dalej. Tak mniej więcej nam się wydawało.

Podczas naszego pierwszego wyjazdu do Tajlandii, w 2015 r., na promie płynącym z Koh Phi Phi na Koh Mook spotkaliśmy parę z 6-miesięczną córeczką. Z nieba lał się żar, prom miał kilkugodzinne opóźnienie, warunki podróży były niełatwe nawet dla dorosłych. Dziewczynkę trzymała na rękach mama, co chwila ktoś podchodził, zagadywał, a mała rozdawała słodkie uśmiechy. I wtedy pomyślałam sobie: ja też tak chcę! Wtedy pierwszy raz dotarło do mnie, że dziecko wcale nie musi ograniczać, że nie oznacza końca podróży, że możemy zapakować malucha i pojechać nawet bardzo daleko, a wszystko zależy tylko od nas. Co ciekawe, Piotruś pamięta głównie ojca, który był obładowany torbami i ledwo dawał radę to udźwignąć ;p

Z tego wyjazdu przywieźliśmy Henia 🙂

Jeszcze w ciąży namiętnie czytywałam blogowe opowieści o podróżach z dzieciakami i to głównie one utwierdzały mnie w przekonaniu, że się da! Że wcale nie trzeba ograniczać się do wyprawy nad polskie morze i czekać aż dziecko skończy ileś tam lat żeby ruszyć dalej.

Ale jak to w życiu, o wszystkim łatwo było sobie poczytać, pomyśleć i pogadać, a rozterki zaczęły się wtedy, kiedy rzeczywiście trzeba było podjąć decyzję – zabrać kilkumiesięczne dziecko na wyprawę do Azji czy nie? Kupić ten bilet czy nie?

Pola ryżowe w Tegalalang

Ostatecznie Henio swój pierwszy dalszy wyjazd zaliczył w wieku 7,5 miesiąca – polecieliśmy na Bali, a stamtąd popłynęliśmy na Wyspy Gili. Jednak zanim się zdecydowaliśmy targały nami skrajne emocje, w dużej mierze spowodowane reakcjami otoczenia.

Basia poleciała z nami do Tajlandii jak miała 4 miesiące. Zero emocji, zastanawiania się. Polecieliśmy przekonani, że robimy dobrze.

Jak się przygotować do takiego wyjazdu? Co ułatwi decyzję? Co jest ważne na miejscu?

DOBRE NASTAWIENIE

Dobre nastawienie to podstawa! Najpierw sami musimy być przekonani do pomysłu, który chcemy realizować. Przynajmniej w 90 %, bo wiadomo, że zawsze pozostają jakieś wątpliwości i to jest absolutnie normalne! My też je mieliśmy przed wyjazdem z Heniem do Indonezji. Natomiast nie ma sensu jechać z duszą na ramieniu i na każdym kroku martwić się czy dobrze robimy, bo zamiast wakacji zafundujemy sobie udrękę. Każdy z nas jest inny i dla jednego niewyobrażalne będzie zabieranie półrocznego malucha do Tajlandii, ale już z 2-latkiem będzie na to gotowy. Nic na siłę, wszystko w swoim tempie!

KONSULTACJA Z LEKARZEM

Lekarze są różni – jedni będą bardziej zachowawczy i powściągliwie podejdą do pomysłu dalekiej wyprawy z niemowlakiem, inni mniej i powiedzą Wam, że nie widzą żadnego problemu żeby jechać. Od lekarza nie oczekuję tego, że powie mi, że zwariowałam, że po co ciągać dziecko na koniec świata (bo i takie historie słyszałam), ale tego, żeby nakreślił mi jakie ewentualne zagrożenia mogą spotkać maluszka i podpowiedział jak się na nie przygotować. Decyzję i tak podejmiemy sami.

My mamy to szczęście, że nasza pediatra bardzo nas wspiera we wszystkich podróżach. Zawsze powtarza, że dzieci powinny być partnerem w realizowaniu pasji, a nie przeszkodą. Bardzo popiera dalsze wyjazdy z dzieciakami, a także te bez nich, bo czas dla rodziców też jest ogromnie ważny. Przed naszym ostatnim wyjazdem do Tajlandii przez ponad godzinę konsultowałam z nią całą naszą apteczkę. Z tak fantastyczną podbudową naprawdę łatwiej podejmuję się decyzję o wyjeździe.

WSPARCIE OTOCZENIA I ROZPRAWIENIE SIĘ Z „TRUDNYMI” PYTANIAMI

Ze wsparciem to zazwyczaj bywa różnie 🙂

U nas, jeśli chodzi o Dziadków, to tak pół na pół. Jedni objeździli prawie cały świat i doskonale nas rozumieją. Druga Babcia, jakby to delikatnie powiedzieć – była dość sceptycznie nastawiona do wszystkich pomysłów, ale z czasem chyba troszkę się oswoiła z sytuacją i teraz niewiele już mówi 🙂

Moja rada jest taka – rozmawiajcie ze znajomymi, którzy jeżdżą, czytajcie blogi i relacje z podróży. To bardzo otwiera oczy i pomaga się przełamać. Nam też bardzo pomogło wsparcie pediatry, o którym pisałam w poprzednim punkcie.

A poniżej najpopularniejsze pytania, z którymi się spotykaliśmy i pewnie Wy też się spotykacie. Fajnie mieć na nie gotową odpowiedź, zarówno dla siebie jak i innych.
Długi lot – jak dziecko go zniesie?

Prawdopodobnie lepiej niż się Wam wydaje! U nas nie zawsze było idealnie, ale nigdy nie było jakiegoś wielkiego dramatu w postaci wielogodzinnego płaczu.

Nasz najlepszy i najbardziej spokojny lot to ten z 4-miesięczną Basią. Dużo spała, łatwo się ją przewijało, była bardzo spokojna. Lecieliśmy do Bangkoku z przesiadką w Doha czyli: 6h + 2,5 h transfer + 7 h.

Kiedy lecieliśmy na Bali byłam tak nakręcona i podekscytowana tym, że jedziemy we trójkę, że chyba nie zdawałam sobie do końca sprawy gdzie ta Indonezja jest na mapie. Wybraliśmy lot bezpośredni, 13,5 h z Warszawy do Denpasar i nad Indiami nie mogłam uwierzyć, że zostało nam jeszcze kilka dobrych godzin do końca podróży. Henio nie płakał, ale mało spał, był baaaardzo aktywny, zrobił chyba z 5 kup, a przewijać go musieliśmy we dwójkę bo tak się przekręcał, że jedno z nas musiało go trzymać. Tak, da się wejść do samolotowej toalety we trójkę! Z powrotem za to czekaliśmy na płycie lotniska na pozwolenie na przelot nad Turcją ponad 2h i w sumie spędziliśmy w tym samolocie prawie 16h! Zapewnianie rozrywek niemowlakowi przez tak długi czas nie jest łatwe!

W takim razie czy lepszy jest lot z przesiadką czy dłuższy ale bezpośredni?
Moim zdaniem w ciągu dnia lepszy z przesiadką, a w nocy bezpośredni. A tak w ogóle to najlepiej jest lecieć na noc.

Dobrze byłoby też wcześniej przetestować malucha na krótszym dystansie. My trzy tygodnie przed Indonezją polecieliśmy na parę dni do Amsterdamu.

Henio w samolocie lecącym na Bali

Co ono tam będzie jadło?

Gdzieś kiedyś przeczytałam taką odpowiedź na to pytanie: jedzenie. I bardzo mnie to rozbawiło 🙂

Pod tym względem podróż z niemowlakiem jest super wygodna, bo jeśli jest na tyle małe, że je tylko mleko to odpada całe zmartwienie o ewentualne zatrucie. Jeśli dziecko je już produkty stałe to zawsze można wziąć ze sobą trochę słoików, kaszki i to co lubi, bo nie zawsze te produkty dostaniecie. Poza tym naprawdę prawie wszędzie znajdziecie zachodnie jedzenie – śniadania kontynentalne są w każdym hotelu, o włoskie makarony w miejscach turystycznych też nietrudno, a nasz Henio na jednym z wyjazdów do Tajlandii prawie codziennie jadł ziemniaki. Do tego na każdym kroku pyszne owoce! W miejscach, w których byliśmy nie było żadnego problemu z takimi produktami.

A co jak się rozchoruje?

Choroba może przytrafić się wszędzie, z tym trzeba się zawsze liczyć. Jedna z czytelniczek pisała mi, że byli już z dwulatkiem m.in. w Meksyku i Tajlandii i nic się nie działo, a salmonelli nabawił się w restauracji w Polsce. Znajomi z kolei przesiedzieli połowę dwutygodniowego urlopu w Portugalii w szpitalu, bo córka dostała udaru słonecznego. Oczywiście każdy z nas lepiej się czuje chorując w domu, ale nawet jak jesteśmy w dalekiej podróży znajdziemy opiekę na miejscu.

Podróżując z dziećmi, wybierając nawet miejsca mało turystyczne, można się tak zorganizować, że odległość od jakiejś placówki medycznej nie będzie duża. W Tajlandii czy Indonezji, w miejscach gdzie jest dużo turystów zawsze są też szpitale i przychodnie.

Co z małymi wyspami? W tym roku na Koh Mak (niewielka i mało turystyczna wyspa) pewnego dnia rano Basia obudziła się z wielkim płaczem, nie mogliśmy jej długo uspokoić, nie chciała jeść. Miała katar więc zaczęliśmy podejrzewać zapalenie ucha. Na wyspie była przychodnia, dotarcie do niej z hotelu zajęło nam 10 minut. Zostaliśmy przyjęci od razu, lekarz osłuchał Basię, sprawdził uszy, wszystko było w porządku, a jeszcze na miejscu Basia się uspokoiła i coś zjadła. Normalnie w domu z takim problemem nie przyszło by nam do głowy pędzić do lekarza, ale wiadomo, na wyjeździe od razu zapala się czerwona lampka. Przy okazji zapytałam panią doktor jakie są możliwości jeśli chodzi o transport do najbliższego dobrego szpitala. Powiedziała mi, że w 1,5h byłaby na miejscu karetka wodna i zabrałaby nas do szpitala w Trat. Tyle w teorii, nie wiem jakby to wyglądało w praktyce.

Jeśli wizja choroby Was przeraża i paraliżuje zawsze możecie dokładnie sprawdzić jakie są możliwości dostania się do lekarza / szpitala z danego miejsca. Zadzwońcie lub napiszcie do hotelu, w którym planujecie się zatrzymać. Myślę, że wszystko Wam napiszą.

Jest jeszcze inna strona medalu. Henio podczas naszego dwutygodniowego pobytu w Tajlandii wyleczył się z infekcji przynoszonych z przedszkola i ciągnących się nieustannie przez 3 miesiące. A jak wróciliśmy to od razu katar i kaszel od nowa.

Po co ciągać dziecko na koniec świata? Co ono z tego będzie mieć? Przecież i tak nic nie zapamięta!

Jeździliśmy zanim pojawiły się dzieci, to nas uszczęśliwiało. Podróże to zawsze był taki czas radości i czas dla siebie nawzajem. Dziecko będzie więc miało szczęśliwych rodziców, którzy będą mieli dużo czasu dla niego czyli to co najważniejsze. Nie chcemy rezygnować z dalekich wyjazdów na kilka lat, bo uważamy, że można wszystko mądrze zaplanować i nikomu nie stanie się krzywda. Wiemy, że można bliżej – na Mazury lub w Europie, jasne! Tam też jeździmy! Ale tak jak dla jednych te bliższe destynacje to coś normalnego, tak dla nas zabranie dziecka w bezpieczny rejon na innym kontynencie nie jest żadnym odchyleniem od normy.

Może ono niewiele zapamięta kiedy jest bardzo malutkie, ale jak spoglądamy na zdjęcia z wyjazdów z dziećmi, to są to najpiękniejsze wspomnienia dla nas!

TO ZUPEŁNIE INNE PODRÓŻOWANIE – TRZEBA TO ZAAKCEPTOWAĆ

Podróżowanie z dzieckiem to zupełnie inny wyjazd niż beztroskie wakacje we dwójkę. Najlepiej to sobie uświadomić wcześniej, chociaż nie wiem czy to możliwe 😉  Na takiej wyprawie nie ze wszystkich atrakcji da się skorzystać, wiele rzeczy trzeba robić na zmianę, nie zawsze da się celebrować to, co by się chciało. To często kolacja zjedzona w pokoju zamiast w klimatycznej knajpie, bo komary gryzą jak szalone i chcesz uchronić malucha przed ukąszeniami. To popołudniowe godziny spędzone w klimatyzowanym hotelu, bo wolisz położyć dziecko na drzemkę w znośnej temperaturze, a nie w 34 stopniach na plaży czy przy basenie. To także odpuszczone nurkowanie, lekcje gotowania czy jazda na skuterze, które tak uwielbiasz. Podobno wakacje z dziećmi nie są dla rodziców, ale dla dzieci – może nie do końca, ale coś w tym jest i im szybciej zaakceptujemy ograniczenia i odmienność tych wyjazdów od dotychczasowych, tym lepiej. Trzeba wyzbyć się oczekiwań, wtedy mniej będzie rozczarowań 😉

Ja zawsze wolę popatrzeć na to też z drugiej strony – taki wyjazd to setki wspaniałych widoków nasyconych kolorami, ciepłe morze, pyszne jedzenie i tego wszystkiego nie miałabym w listopadzie czy grudniu w szarej Warszawie (zazwyczaj wyjeżdżamy dalej w zimie).

Henio, Ubud

WSPÓŁPRACA RODZICÓW

Moim zdaniem to bardzo ważny punkt. Podczas podróży z dziećmi jest cała masa obowiązków i nie wyobrażam tego, że nie partycypują w nich obydwoje rodzice albo jest w miarę równy podział. Jeśli jedno jedzie na wakacje, a drugie ma ogarniać dziecko, to się nie uda! Nie idźcie tą drogą, bo prowadzi ona tylko do frustracji.

KIEDY POJECHAĆ?

Odpowiedź na to pytanie jest oczywiście złożona!

Cechy indywidualne

Jak wiadomo, każde dziecko jest inne i nie każde nadaje się do zabrania w daleką podróż bardzo szybko. Ale też może nadawać się do zabrania w wieku 5 miesięcy bardziej niż np. w wieku roku, kiedy zaczyna chodzić i jest nie do opanowania.

Basia ładnie śpi, jest grzeczna, mało płacze, generalnie sprawia niewiele problemów. Zabranie jej do Tajlandii w wieku 4 miesięcy nie było wyzwaniem, co nie znaczy, że była to sama sielanka. Nie chciała leżeć w wózku, dużo musieliśmy ją nosić, normalka. Czy zdecydowalibyśmy się na wyjazd gdyby budziła się co godzinę i była płaczliwa? Pewnie nie. Być może nie zdecydowalibyśmy się wtedy nawet na wyjazd do Grecji czy Zakopanego.

Wiek i związane z nim umiejętności

Henio miał 7,5 m-ca w momencie wylotu do Indonezji. Dzień przed wyjazdem zaczął wstawać opierając się o różne przedmioty, a na miejscu zaczął pełzać. Bardzo potrzebował ruchu, a my nie pozwalaliśmy mu na to wszędzie bo baliśmy się brudu. Do tego przez cały wyjazd ząbkował. Co by nie gadać – łatwo nie było! Dlatego wtedy już wiedzieliśmy, że z kolejnym dzieckiem polecimy wcześniej 🙂 Idealnie byłoby gdyby dziecko siedziało, ale nie wstawało i się nie ruszało, tylko, że to niezbyt można sobie zaplanować 😉

Zdrowie

Przed wyjazdem Basi ustaliliśmy z naszym lekarzem, że najlepiej byłoby gdyby wyjeżdżając miała skończone 3 miesiące. Po pierwsze dlatego, że zdążymy ją zaszczepić na podstawowe rzeczy i o tym mowa w kolejnym punkcie. Po drugie – nabierze już trochę odporności i długi lot (podczas którego powietrze, a tym samym wszystkie zarazki krążą w zamkniętym obiegu) nie będzie już tak ryzykowny pod kątem złapania jakiejś infekcji.

Henio, Nusa Lembongan

Basia, Koh Kood

SOLIDNE PRZYGOTOWANIE

1) Dobry research

Wyszukanie nawet najbardziej szczegółowych informacji o danym miejscu w dzisiejszych czasach naprawdę nie jest trudne. Są blogi, fora, Instagram. Można też przecież zadzwonić lub napisać do hotelu, w którym planujecie się zatrzymać, zapytać jak daleko jest do najbliższego lekarza lub szpitala i na tej podstawie podjąć decyzję czy ostatecznie się tam wybierzecie. W Tajlandii np. znalezienie lekarza nawet na małej wyspie lub w niewielkiej odległości nie powinno stanowić problemu.

2) Szczepienia

Małe dzieci, poniżej pierwszego roku życia, nie kwalifikują się do większości szczepień podróżnych. Należy przede wszystkim dopilnować żeby dziecko otrzymało wszystkie obowiązkowe i zalecane szczepienia zgodnie z polskim kalendarzem szczepień, bo w dużej mierze pokrywają się one ze szczepieniami obowiązkowymi i zalecanymi w wielu krajach.

I tak np. Basia wyjeżdżając do Tajlandii w wieku 4 miesięcy i 1 tygodnia była zaszczepiona przeciwko:  gruźlicy, błonicy, tężcowi, poliomyelitis, zakażeniom wywoływanym przez Hib, WZW B, pneumokokom i rotawirusom. Dodatkowo dostała szczepionkę Nimenrix przeciwko meningokokom grupy A, C, W i Y. Możba było jeszcze podać szczepionkę Bexsero czyli przeciwko meningokokom grupy B.

Co z pozostałymi szczepieniami, które są rekomendowane, a na które zaszczepić nie możemy? Nic. Wybierajmy kraje, w których choroby tropikalne nie występują, albo występowanie jest związane z przebywaniem na określonych terenach (np. w dżungli) i tam oczywiście z dzieckiem nie jeźdźmy.

3) Ubezpieczenie
4) Apteczka

To najważniejsza rzecz podczas pakowania. Poświęcę jej oddzielny post. Ale nawet jeśli w Waszej apteczce czegoś zabraknie to i tak na miejscu są apteki i często bywa tak, że lek kupiony w danym kraju podziała nawet lepiej niż ten przywieziony z Polski. Tak zazwyczaj jest przy zatruciach.

To najważniejsze ogólne punkty, które można odnieść do wielu krajów. O tym co zabrać ze sobą, co kupicie na miejscu, jak się poruszać z dzieckiem i ogólnie jak jest przeczytacie w poście Tajlandia z niemowlakiem, który już niebawem!

LUDZIE NAPRAWDĘ PODRÓŻUJĄ Z DZIEĆMI

A kiedy już się pojedzie to człowiek widzi, że wszędzie można spotkać rodziny podróżujące z dziećmi, nawet takimi bardzo małymi. W Tajlandii spotykaliśmy wielokrotnie Skandynawów z dwójką, trójką, a nawet czwórką dzieci. Ostatnio spotkaliśmy parę Duńczyków z 10-miesięcznymi bliźniakami. I to wszystko wcale nie w jakichś turystycznych kurortach, a na malutkich, mało uczęszczanych wyspach.

 

Jeśli spodobał Ci się wpis i chcesz być na bieżąco – polub mnie na Instagramie i Facebooku 🙂